|
6 Niedziela zwykła Łk 6,17.20-26
Nagrody bywają różne, ale zawsze jest to jakiś
dar, który otrzymujemy. Coś co możemy dostać, ale nie musimy. Ponadto
nagroda wiąże się z określoną postawą człowieka, która zostaje zauważona,
doceniona. Chrystus mówi dzisiaj o wielkiej nagrodzie w niebie dla tych
którzy żyją według błogosławieństw. Ale nagroda to nie zapłata. W relacji
do Boga nie jesteśmy pracownikami, najemnikami na etacie. Zrobiłem to i
to, więc muszę otrzymać tyle i tyle. Pan Bóg mierzy inną miarą, na
potwierdzenie tych słów warto przypomnieć sobie w tym miejscu przypowieść
o robotnikach w winnicy (Mt 20, 1 - 16). Ci którzy pracowali cały dzień i
ci którzy pracowali jedną godzinę otrzymują tyle samo. Dlaczego?
Bo Pan Bóg nie płaci, ale daje, nagradza, obdarza łaską. „Cóż masz,
czego byś nie otrzymał” (1 Kor 4, 7) powie św. Paweł. Dlatego tak trudno
nam zrozumieć Boga, Jego słowa, Jego działanie. Bo nasze patrzenie na
życie jest „trochę” inne i często chcielibyśmy, aby Bóg się do niego
dostosował albo przynajmniej je zaakceptował. Dlatego też nie jest nam
łatwo zrozumieć i przyjąć Chrystusowe błogosławieństwa.
Są one jakby zaprzeczeniem, zupełną odwrotnością naszego ludzkiego
sposobu wartościowania. Tak jest nie tylko dzisiaj, ale tak było również
w czasach Chrystusa. Ubóstwo, głód, niedostatek, smutek, cierpienie,
znieważanie nie kojarzyło się ze szczęściem, błogosławieństwem,
spełnionym, udanym życiem. Zapewne dlatego, że życie postrzegano głównie
w perspektywie doczesności. Co ma miejsce także i dzisiaj. A Chrystus
otwiera, odsłania przed nami nieskończoną perspektywę wieczności. Dopiero
w takiej perspektywie, wiary i wieczności można przyjąć i realizować w
swoim życiu Chrystusowe błogosławieństwa. Ciągle jednak pozostają one
trudne, niezrozumiałe dla człowieka, któremu brakuje żywej i mocnej
wiary.
A więc, aby przyjąć, realizować błogosławieństwa potrzeba nie tylko
wielkiego umysłu, ale także wielkiego serca, które otwarte jest na
Chrystusa i Jego Ewangelię. Jezus mówiąc „błogosławieni” i mówiąc „biada”
odwołuje się do czasu przyszłego. Jakby chciał podkreślić, przypomnieć,
że stan w jakim znajdujemy się obecnie nie będzie trwał wiecznie.
Widzimy, że niekiedy wystarczy jedna chwila, aby bogaty stał się ubogim,
w jednym momencie można stracić wszystko. Ale równie dobrze możne stać
się odwrotnie. Podobnie z głodem, płaczem, smutkiem. Naiwny, nierozsądny
jest ten, kto nie chce o tym pamiętać. Chrystus nam dzisiaj przypomina,
że prawdziwe, trwałe błogosławieństwo, szczęście pochodzi od Niego, jest
darem, łaską, nagrodą. Człowiek sam, o własnych siłach nie jest wstanie
zapewnić sobie stałego, trwałego szczęścia. Prośmy więc Chrystusa o
umocnienie naszej wiary i umiejętność życia według Jego błogosławieństw.
ks. Michał Pacyna
Opiekun nr 3(228) 2007
|