DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa Odnaleźć sens życia

 Dziś

Spis

Domowa
W górę
Odnaleźć sens życia
Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?
Umiłowali krzyż
Niemy krzyk
Zwyciężył naśladując Pana
Kronika Diecezji

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

Rozmowa z siostrą Beatą Bienias ze Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki (FMA)

Odnaleźć sens życia

---------- Arleta Wencwel ---------

   W jaki sposób Siostra znalazła się na misjach w Kambodży?
  
Od dzieciństwa moim największym pragnieniem było, żeby wyjechać na misje, szczególnie tam gdzie jest największa bieda. Pierwotnie chciałam wyjechać jako osoba świecka, nie myślałam o wstąpieniu do zakonu. Z czasem odkryłam powołanie i wstąpiłam do Zgromadzenia Córek Maryi Wspomożycielki, założonego przez księdza Jana Bosko, które jest zgromadzeniem misyjnym, a jego głównym charyzmatem jest ewangelizacja dzieci i młodzieży poprzez edukację i wychowanie. Moje pragnienie wyjazdu na misje wyraziłam od razu przy wstąpieniu do zgromadzenia.
   Kiedy kończyłam studia, zostałam zaproszona do Rzymu na roczny kurs misjologiczny. W czasie jego trwania matka generalna pytała nas, czy mamy jakieś konkretne pragnienie, miejsce gdzie chciałybyśmy pojechać. Ja odpowiedziałam, że jestem gotowa pojechać wszędzie gdzie mogę się przydać, ale zwłaszcza tam gdzie są ludzie najbiedniejsi. Powiedziałam też, że bardzo marzyłam o Chinach. Podczas kolejnej rozmowy usłyszałam, że siostry chcą mnie wysłać do Kambodży, na co bez wahania się zgodziłam, jeśli taka jest wola Boża.

  Jakie były pierwsze wrażenia Siostry po przyjeździe do Kambodży?
 
Najpierw przeżyłam wielki szok. Kiedy przyjechałam był początek października, pora deszczowa, wielka wilgotność powietrza, która wręcz utrudniała oddychanie. Inna kultura i inaczej wyglądający ludzie, inna przyroda. Drogi pełne śmieci i wyrw po minach A przede wszystkim rzucała się w oczy porażająca bieda, domy wyglądające jak lepianki. To wszystko było bardzo trudne. Jednak w momencie kiedy poznałam nasze wychowanki, ich otwartość, serdeczność i zadowolenie, że ktoś z innego kraju przyjechał, aby być z nimi, to szybko wróciła radość. Po miesiącu czułam się już jak w domu.

   Gdzie Siostra trafiła?
   Do Battabang. Jest to drugie co do wielkości miasto w Kambodży, liczące około 80 tysięcy mieszkańców, oddalone 300 km od stolicy, W tym mieście nasze zgromadzenie rozpoczęło działalność w roku 2002 roku na zaproszenie hiszpańskiego biskupa Kike Figareda. Zaprosił on siostry salezjanki ponieważ w tym okręgu jest bardzo dużo dziewcząt zagrożonych prostytucją, jest to miasto graniczące z Tajlandią. Dziewczęta często są sprzedawane przez własne rodziny, by miały one środki do życia.
  W Battabang prowadzimy szkołę dla dziewcząt z internatem, gdzie pracują 4 siostry z trzech różnych kontynentów. Obecnie w szkole jest 70 dziewcząt w wieku od 16 do 25 lat, które nie miały wcześniej możliwości uczenia się. Skończyły trzy lub cztery klasy szkoły podstawowej i właściwie przez całe swoje życie pracowały wspierając rodziny. Dziewczęta są z nami 24 godziny na dobę. Jest to formacja całościowa. Przez połowę dnia uczą się języka khmerskiego, matematyki, biologii, geografii, historii i higieny. W drugiej części dnia uczą się kroju i szycia, by kiedyś zarobić na siebie i swoje rodziny. Otrzymują też solidną formację moralną.
   Wśród naszych dziewcząt spotykamy się z wieloma problemami natury emocjonalnej, prawie każda z nich ma za sobą tragiczną sytuację rodzinną. Bywa tak, że musimy je odkupywać od rodziców, czy nawet wykradać, gdyż rodzice chcieli je sprzedać do hoteli, gdzie zajmowałyby się prostytucją. Wiele z nich jest załamanych, w depresji. Na całą klasę, liczącą 30 osób, tylko cztery nie próbowały popełnić samobójstwa.. Chętnie przyjmują wszystko, co się do nich mówi. Po pewnym czasie zaczynają mówić o odnajdywanym sensie życia; mówią, że życie, choć trudne, może być piękne.
   Wiele z nich wyraża chęć uczenia się katechizmu i przyjęcia chrztu. Na to jednak potrzebują zgodę rodziców. Jeśli taka jest, bardzo chętnie je uczymy. W ubiegłym roku taką wolę wyraziło 40 dziewcząt. Uczęszczały one na katechezę do kościoła. Mamy już dwa roczniki absolwentek naszej szkoły, które zaczęły samodzielne życie. Udało nam się od jednej z organizacji hiszpańskich uzyskać pomoc i mogłyśmy dla każdej z nich kupić maszynę do szycia i materiały potrzebne do założenia własnego małego warsztatu.

   Czym się Siostra zajmuje na co dzień?
   Swoją pracę w Kambodży rozpoczęłam w październiku 2003 roku. Moim głównym obowiązkiem jest administracja i ekonomiczna strona działalności naszego ośrodka. Troszczę się o utrzymanie domu, o zakupy. Poza tym nasze dziewczęta uczę angielskiego.
   Moja praca nie ogranicza się jednak do samego ośrodka. W tej chwili ludzie w Kambodży mają do nas bardzo wielkie zaufanie, przychodzą ze swymi problemami, czasami z bardzo dziwnymi czy wręcz śmiesznymi. Był przypadek, że kobieta, która urodziła dziecko nie miała pokarmu, nie wiedziała co ma robić. Wzięłyśmy ją do lekarza, gdzie uzyskała konkretną pomoc.
   Najczęściej udzielamy pomocy medycznej, rozdajemy leki, płacimy za pobyt w szpitalach. Bardzo często jest to pomoc żywnościowa. Czasami wystarczy tym ludziom dać worek ryżu, by mogli przetrwać kolejne dni. W programie mamy także obowiązek odwiedzania rodzin naszych podopiecznych i pomaganie im.
 
   Mieszkańcy Kambodży to w 95% buddyści. Jak wygląda sytuacja Kościoła katolickiego w tym kraju?
   Dla Kambodży, zwłaszcza druga połowa XX wieku to czas wielkiej tragedii. 17 kwietnia 1975 roku, zaraz po zakończeniu wojny domowej, władzę w Kambodży przejęli tzw. Czerwoni Khmerzy - komuniści z Pol Potem na czele. Zamknęli szkoły i szpitale, zlikwidowali uniwersytety, telewizję i rozgłośnie radiowe, zdelegalizowali religię, zlikwidowali własność prywatną i pieniądze, wprowadzili przydział żywności i reglamentację ubrań. Mieszkańców miast, uznanych za pasożytów społecznych, wyrzucili siłą na wieś, gdzie pod surową kontrolą pracowali w obozach pracy przymusowej.
   Kościół katolicki w tym czasie został całkowicie zniszczony, wymordowano księży i siostry zakonne lub zostali oni wysiedleni. W 1990 roku została przywrócona wolność religijna. W tym czasie zaczęli wracać misjonarze i misjonarki. Rozpoczęła się odbudowa struktur kościelnych. Obecnie Kościół katolicki organizacyjnie składa się z jednego wikariatu apostolskiego w Phnom Penh i dwóch prefektur apostolskich: Battambang i Kompong-Cham. W 1997 roku rząd oficjalnie uznał Kościół. Wśród około 23 tysięcy katolików (rodowitych Khmerów jest 6 tysięcy, pozostali to Wietnamczycy) pracuje 25 księży.
   Rząd w Kambodży prowadzi politykę prowietnamską i co za tym idzie sytuacja Wietnamczyków jest bardzo dobra w odróżnieniu od Khmerów. Ta sytuacja przenosi się na teren Kościoła. Odbudowa wspólnot chrześcijańskich wśród Khmerów jest utrudniona właśnie ze względu na dużą ilość Wietnamczyków, którzy są katolikami. Khmerzy nie chcą chodzić do kościoła, gdzie liturgia jest sprawowana w języku wietnamskim, w języku ich okupantów. W tej chwili liturgia jest sprawowana w języku khmerskim, a w ważniejsze święta i uroczystości Ewangelia i homilia wygłaszane są w dwóch językach. Ludność wietnamska przychodzi na liturgię w języku khmerskim, ale z wielkim żalem i pretensjami.

   Czy Msza św. wygląda tak jak w Polsce?
   Msza św. jest sprawowana na siedząco. Kapłan siedzi przy ołtarzu, na wzór postaw jakie są w buddyzmie. Lud też uczestniczy we Mszy św. siedząc na matach i oczywiście wszyscy, tak ksiądz jak i wierni, są na boso. Nikt nie wchodzi do kościoła w obuwiu, czy nawet w skarpetkach. Poprzez bose stopy wyrażają swój szacunek W czasie Mszy św. nie ma wstawania, klękania, jedynie na moment przeistoczenia jest przyjmowana postawa przyklęku, wtedy wierni siedzą na piętach ze złożonymi rękami.
   Warto podkreślić, że Mszę św. wzbogacają przepiękne śpiewy z melodią zaczerpniętą z dawnych wieków. Szczególnie piękne są psalmy, które są przetłumaczone na język khmerski i dostosowane rymami do antycznych linii melodycznych. Także po czytaniu cały lud zgromadzony śpiewa. Podczas większych uroczystości przez dzieci wykonywany jest taniec błogosławieństwa, taniec rąk, który kończy się sypaniem kwiatów.

   Z czego w Kambodży ludzie się utrzymują?
   Poważnym problemem jest bieda, wręcz nędza. Aż 75 % społeczeństwa to analfabeci. Wiele razy spotykałyśmy się z przypadkami rodzin, które przymierały głodem i podarowany przez nas worek ryżu był dla nich ratunkiem przed śmiercią głodową. Zdarzyło się, że kiedy jednej z rodzin zawiozłyśmy worek ryżu, kobieta wpadła w szał z radości, gdyż dzień wcześniej ugotowała ostatnią garść, a w domu było siedmioro małych, głodnych dzieci. Ze strony rządu nie ma żadnej pomocy, natomiast wiele pomagają organizacje zagraniczne.
   Głównym źródłem utrzymania jest uprawa ryżu i rybołówstwo. Choć i z tym jest problem, gdyż Wietnamczycy wyławiali masowo ryby i wywozili je do Wietnamu, a to czego nie udało się wyłowić zatruwali. Przemysł został zniszczony całkowicie, nie ma fabryk.

   Jak rodzina przyjęła decyzję Siostry o wyjeździe na misje?
   Moja decyzja była dla nich trudna do przyjęcia, dlaczego tak daleko i w takie trudne warunki, ale zawsze byli dla mnie ogromnym wsparciem i są do dziś.
 

   Dziękuję za rozmowę!
 

 

Domowa Następna

Copyright 2006 JoWaL