DomowaSzukajDomowa

                              

Ustaw stronę redakcji Opiekuna jako domową. Dodaj stronę  redakcji Opiekuna do "Ulubionych". Prześlij adres tej strony znajomym. Napisz do nas. Wydrukuj.
 Opiekun edycja internetowa Tekst_1_175

 Dziś

Spis

Domowa
W górę
Tekst_1_175
Tekst_2_175
Tekst_3_175
Tekst_4_175
Tekst_5_175
Tekst_6_175
Tekst_7_175

Piszą u nas
Pod naszym patronatem
Rekolekcje z Opiekunem
Diecezja w Internecie

Zakryta głębia
Przesłanie ikony Stolicy Mądrości

W dniach od 23 do 25 lutego w Ostrowie Wielkopolskim i Kaliszu będzie gościł obraz Matki Bożej Stolicy Mądrości. Jego autorem jest Marko Ivan Rupnik SJ. Został on ofiarowany przez Jana Pawła II nauczycielom akademickim i studentom podczas Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Od tej pory pielgrzymuje po ośrodkach akademickich całego świata. Serią artykułów w Opiekunie pragniemy przygotować się do tego wydarzenia.

Ikona Stolicy MądrościPielgrzymująca przez ośrodki akademickie świata mozaika Matki Bożej Stolicy Mądrości nie jest ikoną w najbardziej klasycznym znaczeniu tego słowa. Można jednak określać ją mianem ikony w znaczeniu szerokim. Jest to wizerunek wykonany z elementów marmuru żółtego, czerwonego i białego, ze złota na szkle, fragmentów metalu i porcelany. Zarówno marmur jak i zaprawa zostały tu użyte tak, aby objawiała się ich prawdziwa natura, tzn. materiał twardy, ostry. Ruch, zarówno wewnątrz figur jak i wokół nich, jest zasygnalizowany przez ukierunkowanie kompozycji, przez wielkość poszczególnych fragmentów, przez ich grubość.

Postać Maryi i Dzieciątka jest wyjątkowo intensywna, zwarta i żywa, silna, ale jednocześnie pozbawiona jakiejkolwiek gwałtowności. Dlatego też twarze Maryi i Dzieciątka przyciągają uwagę oglądającego. Z ich oblicza emanuje uwaga, umiar, dostojeństwo. Przez sam fakt, że zostały one sporządzone z kamieni, z marmuru, ich głębia zdaje się być na początku przynajmniej nieco zakryta. Im bardziej jednak oko oswaja się z fragmentami marmuru i zaprawą, tym bardziej otwiera się przed człowiekiem wymowa wizerunku.

Spójrzmy najpierw na światło obecne w tym wizerunku. Kolory zostały tu tak użyte, by stworzyć iluzję światła wydobywającego się z wnętrza obrazu. To tzw. światło wewnętrzne jest czymś typowym dla klasycznej ikony. Otóż w ikonach klasycznych nie jest ukazane żadne zewnętrzne źródło światła. Wizerunek i światło nie są oddzielone. Światło emanuje natomiast z wnętrza ikony, promieniuje w kierunku odbiorcy. Niezmiernie często podkreśla to złote tło określane w słowiańskich podręcznikach klasycznego ikonopisania „światłem” ikony. W naszym wizerunku złoto dyskretnie wpisuje się w tło ikony, by swym blaskiem nie przyćmić przesłania sceny na nim przedstawionej. Złoto w ikonie nie jest kolorem. Należy ono do porządku światła. Ma ono symbolizować Boże światło. Ikony są obrazami czasu przyszłego. Światło wewnętrzne ikon ma symbolizować fakt wszechogarniania przedstawianych na nich postaci Bożym światłem niebieskiego, wiecznego Jeruzalem, w którym postaci te już przebywają. Dostrzegamy, jak blask Bożego światła odbija się, promieniuje złotym odblaskiem na szatach Maryi.

Rodzi się jednak pytanie, dlaczego na wizerunku pragnącym ukazać Stolicę, czyli - mówiąc językiem bardziej zrozumiałym dziś - Tron Mądrości, ukazuje się Matkę Bożą z Dzieciątkiem. Idea takiego przedstawiania Maryi z Dzieciątkiem jako Stolicy - Tronu Mądrości odwołuje się aż do Filona Aleksandryjskiego oraz do jego wpływu na myśl ojców Kościoła. Filon uświadomił sobie, że poszukiwanie mądrości jest ideałem wspólnym wszystkich ludów i jednocześnie, że mądrość prawdziwa jest darem specjalnym, danym przez Boga dzieciom Abrahama. Zrodziło się pytanie, czy połączenie tych dwu wymiarów jest możliwe. Odpowiedź znaleziono w następującym sformułowaniu: Chrystus jako Mądrość przychodzi od niewidzialnego Boga, ale jednocześnie przez Maryję przybywa jako przedstawiciel rodzaju ludzkiego. To On łączy to co boskie z tym, co ludzkie. By to zilustrować Euzebiusz nawiązuje do mitu o Orfeuszu, który za pomocą przepięknego śpiewu oswaja drapieżne zwierzęta. W ten sposób także Chrystus poprzez swój śpiew Bożej miłości łączy to co ludzkie z tym, co boskie.

Ta refleksja Euzebiusza pozostawiła swój ślad w ikonografii. Oparcie tronu, na którym zasiada Chrystus jako Mądrość ma kształt liry. Motyw Maryjny nasuwa się spontanicznie. Nieożywiony tron, na którym w wielu wizerunkach zasiada Chrystus, przeobraża się w tym wizerunku w tron żywy. Jest nim Maryja. Ona, zasiadająca na tronie, którego oparcie przesycone złotem, a więc Bożym światłem, nawiązuje do kształtu harfy lub liry, staje się jednocześnie tronem dla Jezusa. Maryja jest żywym i osobowym tronem, na którym może zasiąść Słowo Boga.

Na tej mozaice pełne blasku, ale jednocześnie i ruchu tło sprawia wrażenie, że poszczególne fragmenty podążają, „biegną” w kierunku Matki Bożej. Natomiast fałdy, mozaikowe linie na ubraniu Maryi „biegną” w kierunku osoby Jezusa Chrystusa, odwiecznego Słowa Bożego.

To, co najbardziej rzuca się w oczy, to twarze Maryi i Dzieciątka. Są one ukazane, tak jak w klasycznej ikonie, na wprost, bez żadnego profilu, czy półprofilu. W twarzach natomiast dominujące są oczy, mówiące o prymacie spojrzenia, duchowego oglądania w doświadczeniu religijnym człowieka. Te oczy zdają się patrzeć na zewnątrz, w serce świata, i do wewnątrz, w głębie tajemnicy Boga. Wydłużona twarz, wydłużony nos wskazują, że chodzi tu o obraz duchowy tych postaci, pomniejszone usta usuwają jakiekolwiek skojarzenia dotyczące jedzenia, czy zmysłowego pożądania.

Twarz Maryi wyraża Jej skupienie, zanurzenie w głębi tajemnicy, postawę kontemplatywną, zdolną jednak nawiązać więź z modlącym się przed wizerunkiem. Jest to twarz pełna powagi, mówiąca o tym, że zna nie tylko całą ziemską drogę Jej Syna aż po mękę i krzyż, ale także rozważa to wszystko w swoim sercu (por. Łk 2, 19. 51).

Jezus nie został ukazany jako niemowlę, czy małe dziecko, ale jako młodzieniec, by podkreślić, że Mądrość nie podlega upływowi czasu, nie starzeje się, jest wieczna i wiecznie młoda.

Twarze Maryi i Jezusa otoczone są aureolami, symbolem świętości tych postaci. W aureolę Jezusa wpisany jest krzyż. Okręgi aureoli Maryi i Jezusa oraz lewa dłoń Jezusa ze zwojem wpisane są w trójkąt, który swym wierzchołkiem skierowany jest w dół: znak, że to przez posługę Maryi trójjedyny Bóg zstępuje na ziemię i przez Nią dokonuje się Wcielenie.

Nasze spojrzenie skierujmy obecnie na szaty Maryi. Jej szata wewnętrzna, ledwie zauważalna po lewej i prawej stronie Jej twarzy, jest koloru błękitu morza, zewnętrzna natomiast koloru intensywnej czerwieni, przechodzącej w purpurę. Błękit morza to coś pośredniego między kolorem błękitnym i granatowym. Ten kolor symbolizuje to, co ziemskie, ludzkie, doczesne, przemijalne. Czerwień określana jest natomiast przez Pseudo-Dionizego Areopagitę mianem rozpalenia, żaru, aktywności.

Jest kolorem o dużej sile promieniowania. Jest to kolor bardzo aktywny, przybliża się do odbiorcy. W tym wizerunku symbolizuje to, co Boże, żar Ducha św. Purpura jest kolorem królów i kapłanów. Te kolory mają zaświadczyć, że Maryja jest bytem ludzkim przebóstwionym oraz że jest Królową.

Na Jej czole i na ramionach widoczne są trzy gwiazdy, symbol Jej potrójnego dziewictwa: przed poczęciem i narodzeniem Jezusa Chrystusa, w trakcie rodzenia Syna Bożego i po narodzeniu Go.

Chrystus jako osoba boska przyodziany jest w szatę koloru czerwonego. Wierzchnia szata jest natomiast złota, co ma symbolizować Boży blask i świętość, doskonałość Boga Ojca, którą Jezus wciela w 100%. Złota jest także stuła, której fragment widzimy przewieszony przez prawe ramię Jezusa. Jest to symbol ikonograficzny Chrystusa Arcykapłana. Fakt, iż stuła jest złota oznacza, że Jezus jest Boskim Arcykapłanem na wieki.

W lewej ręce trzyma zwój, mający symbolizować, iż Jezus to Logos, odwieczne Słowo Boga. Istotna jest tu zauważalna jedność między zwojem, mówiącym o Słowie i obliczem. Podkreśla to fakt, iż Słowo jest Osobą, Synem Bożym, który posiada twarz. Mądrość Boża jest żyjącą Osobą, co więcej staje się bliska człowiekowi dzięki rzeczywistości Wcielenia. Ikona podpowiada nam także, jak bardzo istotne dla mądrości są rozum i serce. Lewa ręka Jezusa, trzymająca zwój, spoczywa niejako na Jego sercu. Przekątne wizerunku przecinają się natomiast na czubku głowy Jezusa, podkreślając wagę umysłu w dążeniu do mądrości, przeżywaniu jej i bycia nią.

Prawą ręką Jezus błogosławi. Palce tej ręki ułożone są w geście podkreślającym podstawowe dogmaty:
-o Bogu Trójjedynym (złączone trzy palce): Bóg jeden i jednocześnie wspólnota Trzech osób,
- o dwu naturach boskiej i ludzkiej Jezusa Chrystusa (dwa pozostałe palce).

(na podstawie materiałów otrzymanych od o. Marko Rupnika SJ)

o. Aleksander Jacyniak, SJ

 Kilka słów o autorze

 

Marko Rupnik urodził się w 1954 roku w miejscowości Zadlog w Słowenii.W 1973 roku wstąpił do zakonu jezuitów (Towarzystwa Jezusowego). Po studiach filozoficznych rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie, które zakończył odpowiednikiem naszej pracy magisterskiej pt.: „Luigi Montanarini i problem interpretacji”. Kontynuował następnie w Rzymie studia teologiczne na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. W 1985 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. Na tej samej rzymskiej uczelni ukończył następnie studia specjalistyczne z misjologii pracą pt.: „Wasilij Kandinskij jako klucz do lektury znaczenia teologicznego sztuki współczesnej w świetle teologii rosyjskiej”. W 1991 roku obronił pracę doktorską na Wydziale Misjologii Uniwersytetu Gregoriańskiego, pisaną pod kierunkiem o. Spidlika SJ (obecnego kardynała) pt.: „Znaczenie teologiczno-misjonarskie sztuki w myśli Wiaczesława Iwanowicza Iwanowa”.

Od 1991 roku pracuje w Rzymie w Centro Aletti przy Papieskim Instytucie Wschodnim Orientale. Jest dyrektorem tegoż centrum, które pragnie być ośrodkiem dialogu przedstawicieli Kościołów Wschodu i Zachodu. Wykłada zarówno na Orientale jak i na Gregorianie. Od 1995 roku jest dyrektorem Atelier Sztuki Sakralnej Centrum Aletti. Od 1999 roku jest konsultorem Papieskiej Rady do spraw Kultury. W 1999 roku wraz z Atelier Sztuki Centrum Aletti wykonał mozaiki w kaplicy Redemptoris Mater, znajdującej się w Pałacu Apostolskim, w którym mieszka Ojciec św. w Watykanie.

Oprócz udziału w wielu wystawach zbiorowych, wystawiał swe prace w szeregu wystaw indywidualnych w różnych miastach rodzinnej Słowenii, Chorwacji, Austrii, Włoszech, Stanów Zjednoczonych, Rosji, Czech i Rumunii.

 

Jakim go pamiętam...

Po raz pierwszy spotkaliśmy się ponad 22 lata temu w Rzymie, gdy zamieszkaliśmy razem w Colleggio del Gesu, przylegającym do słynnego kościoła Il Gesu (Imienia Jezus), od którego styl barokowy rozszedł się na cały świat. Razem rozpoczynaliśmy i razem przeżywaliśmy, aż do pomyślnego końca, trzyletni podstawowy cykl studiów teologicznych na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim. Na kilkunastu wydziałach i instytutach tej prestiżowej rzymskiej uczelni było wówczas na studiach stacjonarnych ponad 3000 studentów z ponad 90 krajów świata. Markowi było wówczas z pewnością dużo łatwiej niż mnie. Miał już za sobą kilkuletni pobyt w Wiecznym Mieście związany ze studiami na rzymskiej Akademii Sztuk Pięknych. Radził sobie doskonale z językiem włoskim, znał wielu ludzi, znał Rzym jak własną kieszeń. Dobrze radził sobie w środowisku typowo międzynarodowym. Ja natomiast musiałem się tego powoli i mozolnie uczyć.

Co pozostało w mej pamięci z tamtych lat, co dotyczyłoby osoby Marka? Spotykaliśmy się często w naszej dużej, 84-osobowej wspólnocie młodych jezuitów z prawie wszystkich kontynentów. Spotykaliśmy się w podwspólnocie naszego rocznika/kursu oraz w podwspólnocie jezuitów Słowian mieszkających w tym kolegium. Były wspólne liturgie Najświętszej Ofiary, wspólne modlitwy, posiłki, rekreacje, wycieczki, spacery... W tym samym czasie zdawaliśmy egzaminy z przedmiotów, które nie zawsze budziły nasz zachwyt, czy to ze względu na wykładaną materię, czy też sposób przekazu myśli przez profesora. Razem przyjmowaliśmy święcenia diakonatu z rąk śp. ks. kard. Eduardo Pironio w Wielki Poniedziałek 1985 roku. Łączyło nas także zainteresowanie duchowością chrześcijańskiego Wschodu. Mistrzem był w tym względzie dla nas jezuita, o. Tomas Spidlik SJ, u którego pisał on w następnych latach swój doktorat. Było tego wiele. Kontaktując się z nim uczyłem się chyba po raz pierwszy w życiu otwierania na kogoś, w kim bardzo jednoznacznie zamieszkuje dusza artysty. On uświadamiał mi, jak zróżnicowane może być podejście Słowian do wielu, nawet najbardziej podstawowych spraw i wartości. Z pewnością była w nim wówczas niespokojna, czasami wręcz gniewna, ale jednocześnie twórczo poszukująca dusza...

Byłem świadkiem powstawania kilku jego obrazów. Jeśli dobrze pamiętam, w tym czasie intrygowała go przede wszystkim twarz Jezusa, którą malarsko zgłębiał inspirowany przede wszystkim przez przekaz ikoniczny. Rozstaliśmy się w 1985 roku. Powróciłem wówczas do Polski.

Po raz kolejny dane nam było spotkać się w 1999 roku, gdy przybyłem do Rzymu na Kongregację naszego zakonu, a Marko był odpowiedzialny za Centro Aletti przy Papieskim Instytucie Wschodnim Orientale. Wykładał wówczas także na Orientale i na Gregorianie. Animował również działalność Atelier Sztuki Sakralnej przy Centrum Aletti. Pamiętam, że był to dla niego wtedy niezwykle gorący okres. Prawie cały czas zajmowały mu mozaiki w kaplicy Redemptoris Mater, znajdującej się w Pałacu Apostolskim. Gdy byłem w Rzymie prace były już bardzo zawansowane. Sam Marko przybliżał mi ich niezwykle głęboką i wieloaspektową symbolikę. Dla mnie dodatkowo intrygującym był fakt, że mogłem dzięki niemu przebywać w tym samym domu, w którym na stałe mieszka Papież (apartamenty papieskie znajdują się bodajże piętro wyżej).

Gdy po raz kolejny przybyłem do Rzymu w lutym 2000 roku, tym razem na ogólnoeuropejskie spotkanie jezuitów zaangażowanych w posługę Ćwiczeń Duchowych (rekolekcji ignacjańskich), dane mi było gościć w Centro Aletti oraz zwiedzić tamtejsze Atelier Sztuki Sakralnej i wydawnictwo. Przy okazji tego spotkania podarowałem mu moją książkę „Świat ludzkich kryzysów”. On obdarował mnie kilkoma swymi publikacjami, wśród których znalazła się także książka pt.: „Cerco i miei fratelli”, będąca refleksją nt. Józefa egipskiego (książka ta ukazała się także w tłumaczeniu na język polski. Lektura tej publikacji stała się dla mnie istotną zachętą do poszukiwania nici łączących postać Józefa egipskiego ze św. Józefem, które spisałem następnie w I rozdziale mej książki pt.: „Ze świętym Józefem na przełomie tysiącleci”. Marko opowiadał mi także podczas tego spotkania o działalności powyższych instytucji, o poszukiwaniu dróg dialogu między chrześcijaństwem Wschodu i Zachodu oraz szerzej między całym europejskim Wschodem i Zachodem.

Nadmiar zajęć, który na różnych poziomach i w różnych zakresach towarzyszy i Markowi i mnie oraz odległość geograficzna sprawiły, że nasz kontakt jest sporadyczny. Choć spotykamy się rzadko i równie sporadycznie dzielimy się różnymi refleksjami, jestem przekonany, że to, co robi Marko jest poszukiwaniem przywracania ducha sztuce, jest wysiłkiem łączenia jej ze światem najgłębszych wartości, jest ostatecznie poszukiwaniem tego „Piękna, które zbawi świat”.

o. Aleksander Jacyniak SJ

Domowa Następna

Copyright 2003/05 KrisPlo