|
Nadzieja daje moc do trwania i do znoszenia cierpień. Pozwala ona
także na właściwe przyjęcie Bożego przebaczenia. Niestety, człowiek
potrafi tę nadzieję zniszczyć lub całkowicie zniekształcić. Kościół
uczy więc o wadach przeciw nadziei. Są nimi rozpacz i zuchwalstwo.
Rozpacz
W psychologii rozpacz najczęściej nazywana jest desperacją. Rodzi się w
wyniku silnych przeżyć i doświadczeń życiowych. Wtenczas postać
rozpaczy przybiera chorobliwy smutek, który często ogarnia całego
człowieka, przytłacza go jakby obezwładniającym ciężarem. Myśli
koncentrują się wokół beznadziejności istnienia i pragnienia śmierci.
Z kolei z moralnego punktu widzenia rozpacz jest pojmowana jako zupełne
i dobrowolne odejście z drogi wiodącej do zbawienia wiecznego. Człowiek
popadający w rozpacz odrzuca Boże miłosierdzie i możliwość własnego
zbawienia. „W skutek rozpaczy - przypomina Katechizm - człowiek
przestaje oczekiwać od Boga osobistego zbawienia, pomocy do jego
osiągnięcia lub przebaczenia grzechów”.
Przyczyn popadnięcia w stan rozpaczy może być wiele. Niewątpliwy wpływ
na jego powstanie ma tzw. lenistwo duchowe. Rozpoczyna się ono od
osłabienia lub całkowitego zamierania aktów wiary. Pojawia się więc
brak systematycznego uczestnictwa w niedzielnej Mszy świętej, zanika
codzienna modlitwa, a w jej miejsce wkrada się coraz łatwiejsze
tłumienie wyrzutów sumienia.
Istotną rolę w pojawianiu się ducha rozpaczy ma zbytnia ufność w rzeczy
materialne i przyjemnościowe. Na dalszy plan schodzą wówczas sprawy
religijne. Człowiek zaczyna więc wątpić w sens postępowania w oparciu o
wartości religijne i moralne. Uważa je wręcz za niemożliwe do
zrealizowania.
Wreszcie, jako przyczynę rozpaczy wymienia się osobiste przekonanie
wierzącego o jego grzechach, których wielkość jest tak wielka, że Bóg
„nie może” ich już przebaczyć. W swej krańcowej postaci tak pojęta
rozpacz uniemożliwia zbawienie, co ostatecznie prowadzi do zguby. Św.
Jan Chryzostom przestrzegał wręcz, że „ w nieszczęście wtrąca nas nie
tyle grzech, co [właśnie] rozpacz”.
W ocenie moralnej rozpacz zawsze stanowi grzech ciężki. Zamyka on
bowiem człowieka na działanie Ducha Świętego. Chodzi tutaj o odmowę
przyjęcia zbawienia, jakie Bóg ofiaruje człowiekowi przez Ducha
Świętego. Zgodnie z tym, co zamieszcza Katechizm Kościoła Katolickiego,
grzech rozpaczy sprzeciwia się „dobroci Boga i Jego sprawiedliwości
oraz miłosierdziu” (por. KKK 2019).
Należy także zdać sobie sprawę, że rozpacz, oprócz tego, że jest bardzo
poważnym wykroczeniem moralnym, to zarazem jest grzechem bardzo
niebezpiecznym. Skłania bowiem człowieka do zaprzestania czynienia
dobra i popełniania wielu innych grzechów. Nierzadko mogą pojawić się
nawet działania mające na celu targnięcie się na swoje życie.
Biorąc pod uwagę, iż wielu wierzących może być narażonych na
popadnięcie w stan rozpaczy, często trudności życiowe sprzyjają temu,
teologia moralna podaje sposoby zapobiegania i pozbywania się
zwątpienia. Chodzi przede wszystkim o usuwanie przyczyn, które do niej
prowadzą, a więc walka z lenistwem duchowym, nałogami i zbytnim
przywiązaniem się do rzeczy materialnych. Ważną rolę odgrywa także
korzystanie z sakramentów świętych, głównie z sakramentu spowiedzi św.
Należy również praktykować nabożeństwo do Serca Pana Jezusa i Matki
Najświętszej oraz angażować się w życie chrześcijańskie.
Zuchwała ufność
Przeciwko cnocie nadziei można sprzeciwić się poprzez zbytnią ufność,
czyli nadmiar nadziei w miłosierdzie Boże. Wykroczenie to stanowi
jednak zło mniejsze od rozpaczy, gdyż bardziej właściwe Panu Bogu jest
przebaczanie niż karanie. Niemniej jednak nie można lekceważyć zła,
jakie niesie zuchwałość.
W przypadku zuchwalstwa człowiek domniemywa, że sprawiedliwy Bóg nie
będzie go za nic karał i daruje mu wszystkie grzechy, mimo że on za nie
należycie nie pokutuje.
U podłoża zuchwalstwa leży pycha. Człowiek uważa się wówczas za kogoś
wyjątkowego nawet wobec Pana Boga. Sądzi on, że chociaż dopuszcza się
różnych grzechów i nie pokutuje za nie, to nie tylko, że nie spotka go
żadna kara, ale ponadto otrzyma on bez żadnej zasługi nagrodę wiecznego
zbawienia.
Z najsurowszą krytyką powinna się spotkać taka postawa, w której ufność
w miłosierdzie Boże stawia się jako podstawę do tym większego
grzeszenia. Grzech nie jest więc wynikiem ludzkiej słabości, co raczej
wyrachowanym działaniem, w którym żongluje się Bożym miłosierdziem.
Zatem mamy tu do czynienia z grzechem obiektywnie zawsze ciężkim.
Także w przypadku zbytniej ufności teologia podaje sposoby jej
uniknięcia. Należy zatem nie odkładać pokuty za grzechy na ostatnią
godzinę oraz właściwie oceniać samego siebie i zachowywać Boże
przykazania. Nie wolno także zapominać, że Bóg jest nie tylko
miłosierny, ale też sprawiedliwy.
Forteca własnej doskonałości
Nie powinno się jednak ograniczać grzechów przeciw nadziei do
wymienionych wyżej ewidentnych sytuacji. Warto przypomnieć naukę
Bernard Häring, dla którego przeciw nadziei wykraczają również ci,
którzy zabiegają jedynie o własne zbawienie, zmykając się w fortecy
własnej doskonałości. To ci, którzy odrzucają postawę miłosierdzia
wobec innych, są pełni apatii i obojętności wobec spraw zbawienia
bliźnich i świata.
Przeciw nadziei grzeszą także wszyscy nadużywający bogactw tego świata,
przy jednoczesnym poniżaniu i uciskaniu ubogich, głosząc im przy tym
uspokajającą nadzieję na lepszy byt w przyszłym świecie.
ks. Jacek Bąk
|